Z dniem 31.01.2022r. serwis pinger.pl zostanie zamknięty.X
  • Wpisów:367
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 22:02
  • Licznik odwiedzin:23 283 / 3419 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
yea!!!!!!!!!!
 

 
spać mi się chce, ale spać nie pójdę. Cała ja...
 

 
Coś mnie ostatnio na mange wzięło. Ale chłopcy są tacy hot z tych rysunków xD
 

 
Zmiany... często wychodzą na dobre.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
....... jadę do Londynu.......




To sen. To musi być sen. Nie. To musi być Bóg.
 

 
Czy ja właśnie odrobiłam pracę domową z polskiego wielkości wieży Babel? TAAAAK
Chciałabym się do tego zgłosić jutro, ale jeszcze bardziej bym chciała żeby to babka mnie wywołała bez mojej pomocy. A niech mnie po raz kolejny wyprzedzi z tym ta beczka nożna, której imienia nie będę wymawiać, to kurwa oberwie jej się na ręcznej. Nastrzelam jej bramek nie 10 tak, jak dzisiaj, a 20 kurwa! Jak ten babsztyl mnie wkurza. Niby taka słodziutka hmm? Tiaa a mamuśka to taka sama podlota jak córusia.
To tyle na dzisiaj,
Dobranoc.
 

 
Taki tam, mój najlepszy, najukochańszy przyjaciel - Pepe!!! <3. Na spacerze z tak samo najlepszym przyjacielem <3
 

 
Miałam robić pracę domową, wylądowałam tutaj. Kurwa mać.
 

 
Długo mnie nie było. Ach no bo nad morzem jeszcze tydzień po rozpoczęciu roku i wgl
No, ale teraz kołowrotek się zaczął. W sumie myślałam, że będzie gorzej. Że ludzie okażą się wredni na maksa, że nauczyciele zabiją wzrokiem, że nie będę potrafiła się przestawić. Jednak jakoś wszystko rozeszło się po kościach. Żeby jeszcze nauka tak jakoś fajnie szła...
 

 
Od dziecka było z nią coś nie tak...

Nawet moje imię jest idiotyczne. No bo, serio, kto daje dziecku na imię Frankie?! W dodatku dziewczynce? No, ale jak się ma rodziców o imionach rodem z Harrego Pottera to chyba nie ma się co dziwić, no nie? Mama - Emma i tata - Ronald. Gorzej być nie mogło. Chociaż... mogli się przecież nazywać Faustyna i Arnold.
Tak czy inaczej, nazywam się Frankie, ale w szkole mówcie mi Frankenstein. Mam 17 lat i chodzę do liceum, które powinno być co najmniej domem wariatów. To, że mnie nie lubią, to chyba oczywiste, ale powód jest niecodzienny. Jestem nie akceptowana z powodu rudych włosów - to na prawdę trzeba mieć pecha. Żeby jeszcze był to rudy przechodzący w brąz, ale nie. To musi być wściekła, ognista marchew. No i oczywiście standardowe zielone oczy. Ktoś by pomyślał, że kujon , ale niespodzianka! Lecę na samych trójach, ha! No może za wyjątkiem polskiego. Tam to jakoś, nie wiem czemu, ale piątkę mam bez wysiłku, a przecież nawet się nie uczę.
Jeszcze kilka rewelacji. O, na przykład ta: przyszłam na świat w starym samochodzie rodziców. Czemu? Tata zapomniał zatankować i BUM! Stary fiat wydał z siebie ostatni zgrzyt i tyle- stanęliśmy na środku puściutkiej autostrady. Tak, jak mówiłam, trzeba mieć pecha.
No, a potem zaczęło się najdziwniejsze. Omdlenia. Najpierw były dość krótkie. Mdlałam i po czterech sekundach powracałam do stanu świadomości, ale z wiekiem zaczęły się wydłużać. Aż w końcu doszło do 10 minut. Jak odlecę, to mogą mnie wrzucić do basenu z lodem, a ja i tak oprzytomnieję dopiero po tych głupich 10 minutach. Byłam u lekarza, w szpitalach i nawet u psychiatry! Jednak medycyna nie wykazała niczego. Po prostu najzwyczajniej w świecie coś ze mną nie tak, a oni nie potrafią powiedzieć co. Przynajmniej nie wpakowali mnie do wariatkowa. Co się dzieje w czasie tych dziesięciu minut? Nic. Po prostu śpię. Tak, jakbym położyła się do łóżka i zasnęła. Śnią mi się przeróżne rzeczy. Począc od czekoladowej rzeki, a kończąc na gadających maskotkach, które zjadają siebie na wzajem.
No i tak co dwa dni. Z zegarkiem w ręku.
Moje pierwsze omdlenie było w wieku 5 lat. Mama próbowała mnie zmusić do przeczytania ''Panny z mokrą głową'' - odleciałam po pierwszej stronie. Właśnie to, było przyczyną mojej ogromnej nienawiści do książek. Od tego czasu nie przeczytałam ani jednego woluminu. I dlatego, nie mam pojęcia jakim cudem mam piątkę z polskiego.
Szkolny pedagog poradził mi, abym założyła sobie dziennik, w którym będę opisywać wszystkie moje sny. Że niby to mi powinno pomóc? Osobiście uważam, że bardziej poronionego pomysłu nie słyszałam, a nasłuchałam się ich wiele, no ale będąc grzeczną dziewczynką - piszę. No i opisałam już wszystko co chciałam. A teraz wybacz, panie dzienniku, idę się zmierzyć z moją ''ukochaną'' rzeczywistością.
~~.~~.~~
Frankie zamknęła swój nowy dziennik z motywem krowy, wzdychając głęboko.
Była siódma rano, a ona musiała jeszcze spakować się do szkoły. Pojawienie się w liceum imieniem Karola Dickensa, było ostatnią rzeczą, jaką chciała zrobić. Nigdy nie lubiła przesiadywać w szkolnych łazienkach , czy opuszczonych szatniach, ale tylko w ten sposób mogła uniknąć złośliwych uwag na temat jej imienia, czy włosów.
Tak jak na co dzień, wrzuciła niedbale książki do plecaka w kolorze błotnistej zieleni. Nie przywiązywanie uwagi do rzeczy materialnych było kolejnym powodem, dla którego była tępiona wśród uczniów.
Już dawno powiedziała by o tym mamie lub tacie, gdyby nie to, że każde z nich miało inne, ważniejsze sprawy na głowie. Obydwoje siedzieli w biznesie, a konkretnie zajmowali się doradztwem zawodowym, więc nie było dnia, żeby nie siedzieli na telefonie.
- Frankie! Zejdź na śniadanie! - zawołała ją mama z dołu, kiedy nastolatka właśnie kończyła pakowanie się.
- Idę!
Wykonała standardowy schemat: zeszła po schodach, pocałowała mamę w policzek na dzień dobry, zasiadła do stołu i z obrzydzeniem zjadła kleistą owsiankę. Wiedziała, że i tak za niedługo kupi sobie batona w szkolnym sklepiku.
- Dzisiaj chyba wyłączysz się na chwilkę co? - spytała mama z troską w głosie. Tak właśnie nazywała omdlenia Frankie: ''wyłączenie się''.
- Tak.
- Pamiętaj, nie chodź w żadne ustronne miejsca.
- Wiem, wiem.
Już miała wstawać od stołu, aby nie spóźnić się na autobus, kiedy to się stało. Zemdlała. Co było dziwne, bo zwykle zdarzało się to w porach popołudniowych. Zaniepokojona mama pochyliła się nad córką, wyciągając zegarek. Jak zawsze odliczała czas, w którym córka była nieprzytomna.
- Ronald?! - zawołała męża.
- Co jest kochanie? - czarnowłosy mężczyzna wystawił głowę ze swojego gabinetu.
- Frankie...ona zemdlała...
Na te słowa, mąż błyskawicznie podbiegł do córki.
- Liczysz czas?
- Tak.
- Dziwne... zwykle zdarzało się to po południu.
- Wiem... - szepnęła Emma Cooper.
~~.~~.~~
Zdezorientowana Frankie powoli otworzyła oczy.
- C-co się stało? - spytała rodziców, pochylających się nad nią.
- Zemdlałaś. - odpowiedzieli jednocześnie.
- Jak to? Teraz?
- Zemdlałaś na 11 minut kochanie... - zrelacjonowała smutna matka, patrząc tępym wzrokiem na wskazówki zegarka.
Frankie ścisnęło w gardle. Nie, tylko nie to. 10 minut to było za dużo, a co dopiero 11. Myślała, że kiedy osiągnie wiek 17 lat, wszystko się zatrzyma. Nie sądziła, że to przekleństwo będzie się zwiększać.
- Co ci się śniło kochanie? - zadał standardowe pytanie tata.
Frankie wytężyła umysł i ... przeraziła się jeszcze bardziej. Nie pamiętała. Nie pamiętała co jej się śniło. Nigdy się to nie zdarzyło. Przez 17 lat, zawsze dokładnie wiedziała o czym śniła.
- Ja.... nie pamiętam. - szepnęła.
Nastała cisza. Dopiero po kilku minutach odezwała się matka, grobowym tonem.
- Myślę, że nie powinnaś iść dzisiaj do szkoły kochanie...
Przynajmniej jeden plus w tym wszystkim.
Tak się stało. Frankie siedziała bezczynnie na sofie, próbując sobie przypomnieć o czym śniła.
- Przejdę się. Może to mi dobrze zrobi. - oznajmiła rodzicom, którzy jak zwykle pracowali w domu.
- Jesteś pewna?
- Jak nigdy.
- Dobrze, a więc idź. Tylko uważaj i weź telefon.
~~.~~.~~
Park w okolicy miasteczka, w którym mieszkała Frankie - Lakes Hill , był najwdzięczniejszym miejscem w dzielnicy. Dziewczyna siedziała na jednej z parkowych ławeczek i przyglądała się gołębiom, które ze smakiem wcinały okruszki chleba, rzucane przez nią.
Wyciągnęła dziennik i zaczęła pisać. Notowała to, co jej serce dyktowało.
- Róża ma kolce i czasami rani. Tak samo jak ty ranisz mnie. Och, chłopcze, czy nigdy nie pojmiesz, jak ja kocham cię? - wyrecytowała na głos bezwiednie.
- Bardzo ładne. Masz talent. - usłyszała.
Frankie podskoczyła na siedzeniu. Skupiona na skrobaniu w swoim dzienniku, nie zauważyła, że ktoś się do niej przysiadł. Odwróciła się gwałtownie.
Oniemiała. Przyglądała się osobie, którą zobaczyła, a adrenalina podskoczyła w jej tętnicach.
Przypomniała sobie sen. Przypomniała sobie co jej się śniło w czasie gdy zemdlała. Oczy. Czarne jak smoła oczy. Takie same oczy, które posiadał nieznajomy obok niej.

Zemdlała.


Ode mnie:
No i mamy prolog! Jak Wam się podobał? Proszę was tylko o szczere opinie Długo się zastanawiałam nad założeniem kolejnego bloga i nad prowadzeniem kolejnego opowiadania, no ale jak mnie wena naszła, to po prostu nie mogłam przestać pisać Mam nadzieję, że Wam się podobało i będziecie tutaj wchodzić tak często jak na www.big-bad-love-delena.blogspot.com
Chciałam również gorąco pozdrowić Larie, której opowiadanie mnie zachwyca z każdym kolejnym rozdziałem i która jest zawsze przy mnie w komentarzach Ten rozdział dedykuję Tobie kochana
Ps. Chciała wstawić zdjęcie Frankie, ale postanowiłam, że pozostawię to waszej wyobraźni Miśki
Ściskam gorąco,
Wasza Natka ;*
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej wchodźcie: www.droga-do-raju.blogspot.com
;*
  • awatar Nattaliie: @The.End.: no i cieszę się, że się podobało xD
  • awatar Nattaliie: @The.End.: opowiadanie będzie też tu. Imiona są takie bo mi się takie podobają i koniec kropka xD <3
  • awatar The.End.: To opowiadanie będzie też na pingerze czy tylko na spocie? Podoba mi się, tylko jakoś nie pasuje mi to,że imiona są takie zagraniczne,a przecież to Polska jak wnioskuję z opowiadania ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Bonnie
Muszę zacząć myśleć. Tak po prostu o. Zacząć myśleć - dobre.
Nie ma to jak sms od największej rywalki o treści ''hej co tam? '' - myślałam, że padnę. No , ale ja się nie ma z kim pojechać do kina to się pyta tych najostatniejszych z ostatnich... <ale sformułowanie... godne poety- nic nie mówicie > po prostu moja wściekłość sięga zenitu.
Dobrze, że po treningu bo inaczej by mnie chyba rozsadziło od środka.
Ogólnie to jestem przerażona jak ludzie z mojego otoczeni głupieją. Normalnie głupi i głupszy. A może to ja jestem idiotką? Już nic nie wiem. Nie umiem z nikim normalnie porozmawiać, żeby tylko nie parsknąć śmiechem. Ale to chyba nic dziwnego, kiedy laska próbuje ci wmówić, że ma chłopaka i to w dodatku przystojnego jak cholera, a potem wchodzisz na neta i znajdujesz jego zdjęcie w necie? Dodam, że zdjęcie jest zatytułowane '' Martin Collin. Los Angeles'' - a ta mi wmawia, że nazywa się, kurde, Krzysiek i mieszka w Gliwicach?!?!?!
So close...
 

 
Spróbuję napisać jakiś nowy art. Wiem, że jeśli chodzi o przygody z pisaniem to muszę się jeszcze dużo, dużo nauczyć i przede mną długa droga, ale hej! Nie jestem jeszcze wcale taka stara nie? ;p
Mój licznik wariuje. Raz pokazuje 1500 odwiedzin, a raz 1804. To w końcu co kurde?! ;p
Życzcie mi powodzenia i żebym nie poddała się tak za pierwszym podejściem. Nawet nie wiem co napiszę, ale co tam! xD
 

 
Znowu obgryzam paznokcie. Zajebiście.
 

 
Moje marzenie? Znaleźć prawdziwą miłość. Gdzie nie będzie żadnej niepewności, żadnego strachu, żadnej złości. Czysta miłość.
  • awatar The.End.: U nich jednak ten strach był,prawda? A i tak to było piękne...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
lovicz!