Z dniem 31.01.2022r. serwis pinger.pl zostanie zamknięty.X
  • Wpisów:367
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 22:02
  • Licznik odwiedzin:23 279 / 3419 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
nie ma to jak pisać na czasie z starszym o 6 lat facetem xD
 

 
Dawno nie pisałam. Może dlatego, że powoli szkoła się zbliża a ja coraz bardziej popadam w stan głębokiego stresu pomieszanego z przerażeniem. Świadomość, że po raz kolejny będę musiała się użerać z tymi gnojkami z mojej klasy i tymi niesprawiedliwymi nauczycielami mnie mocno dobija. Ja wiem, że powinnam się cieszyć na spotkanie z klasą, ale to jest coś niemożliwego jak bardzo nie jesteśmy zgrani. A powinno być inaczej, prawda? Znamy się od 10 lat <przedszkole>, a jeden drugiego jakby mógł to utopił by w łyżce wody... dobrze przynajmniej, że to ostania klasa...
 

 
Lubię to!



 

 
how sweet <3 lubię te grafiki
 

 
Bardzo podoba mi się to zdjęcie
  • awatar StealMeForever: Genialne jest ;-) Zapraszam Serdecznie do siebie.. ;-) Mam nadzieję, że spodoba Ci się mój blog :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
The Orginals... chciałabym zobaczyć już pierwszy odcinek... jestem strasznie ciekawa... wgl to zapraszam na nn: dowiecie się kogo wybrał Damon jako swoją jedyną www.big-bad-love-delena.blogspot.com
 

 
Tiak zamierzam założyć kolejne opowiadanko... such an idiot...
 

 
''Fajnie jest być idiotą zwłaszcze, kiedy nikt nie patrzy'' ~ Forrest Gump
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
The books makes us smarter... i don't know why, many people don't read books. This is very big point for us, this schould be big point for us... like Harry Potter - that book made everything different.
 

 
tejże oto zasady nie potrafię się trzymać. Udaję kogoś kim nie jestem - to wiem na pewno. Ale kim jestem? - nie wiem...
 

 
O matko nie wiem czemu tu wracam. Chyba potrzeba napisania czegoś jest silniejsza oda mnie. Nawet nie wiem czemu to rzuciłam. Tak jakoś wyszło? Hmm najprawdopodobniej. Dobra - let's start that never ending story. Moje upodobania nie zmieniły się. Dalej wariuję na punkcie tvd, ale chyba troszkę mniej jaram się Deleną - bardziej Klaroline. Albo nie. Delena jara mnie tak samo ;D
 

 
Caroline:

- Co ty tu robisz? – warknęłam do Hyley. Oderwałam się nie chętnie od Tylera robiąc zadziorny krok w jej stronę. Popatrzyła na mnie, przymilnie się uśmiechając.
- Nie cieszysz się?
- Dziwne, ale nie. Ponowię pytanie: co tu robisz?

- Caroline, spokojnie. Wziąłem Hyley bo ma tutaj sprawy do załatwienia. To ona pomogła mi znaleźć bezpieczne miejsce przed Klausem. Pomagała mi właściwie na każdym kroku. – wyjaśnił Tyler. Zapaliło mi się ostrzegawcze światełko.
- Chwila… czy to znaczy, że byłeś z n i ą przez cały czas?!
Jego mina mówiła sama przez siebie. Patrzył na mnie wzrokiem dziecka, które dopiero co stłukło wazon.
- Czyżbyś była zazdrosna? Wampirzyca, które ma cały świat pod nogami? – powiedziała przekornie Hyley. Policzki zapiekły mnie ze wściekłości. Wilczyca zawsze próbowała odebrać mi Ty’a. Do tej pory jej próby szły na marne, jednak nie zamierzałam pozwolić, żeby kiedy kol wiek zagroziła naszemu związkowi. Była flegmą, którą ni jak nie dało się usunąć. Co gorsza, Tyler nie miał nic przeciwko jej towarzystwu.
- Po co przyjechałaś?
- Właściwie nic konkretnego. Chciałam odwiedzić starych przyjaciół.
- Ty masz przyjaciół?
- Jednym z nich jest Tyler. – powiedziała z kocim uśmieszkiem.
- Obydwie przestańcie. Caroline, Hyley pomieszka jakiś czas u mnie w domu.

- A ty gdzie masz zamiar spać?
- No jak to gdzie…
Dopiero teraz zrozumiałam o co chodzi. Tyler miał mieszkać z tą wilczycą pod jednym dachem!
- Wiesz, że możesz zamieszkać u mnie? Mama nie będzie miała nic przeciwko.
- Caroline miło z twojej strony, ale naprawdę nie trzeba… - powiedział zmieszany. Hyley obserwowała z szerokim uśmiechem moje próby zatrzymania go u siebie.
- Świetnie. – orzekłam z sarkazmem. Nie tak wyobrażałam sobie przyjazd mojego ukochanego. – W takim razie do zobaczenia.
- Caroline… - Tyler próbował mnie pocałować, ale odsunęłam się g***townie.
- Lepiej już idź.


Damon:

Siedziałem rozwalony na kanapie niczym mafiozo, popijając mojego 100 letniego burbona. Próbowałem pozbyć się stresu, który owijał mnie czarną mgiełką na myśl o tym, że Elena jest właśnie w tym momencie z Katherine. Ta podła wampirzyca mogła wywinąć jakiś numer… Właściwie byłem prawie jedną nogą na dworze kiedy zobaczyłem Elenę. Była jakaś taka przybita. Minę miała nachmurzoną niczym smutny kociak a głowę schylała niewinnie w dół. Bawiła się swoimi rękami. Nie wiem co ta wampirzyca jej nagadała, ale jak Boga kocham zatłukę ją.
- Co się stało kocie? Co ci powiedziała? – spytałem chwytając księżniczkę za rękę.
- Nic takiego. Chciała po prostu.. upewnić się, że Klaus wyjechał i nie ma zamiaru jej ścigać.
- Na pewno?

- Tak. Powiedziałam, że może być spokojna bo wyjechał zaraz jak tylko pomógł nam się uporać z całą farsą.
- Szkoda. Można by ją było postraszyć, żeby ruszyła ten wampirzy tyłek w troki z naszego miasta.
- Właśnie. – spuściła wzrok, biernie przyglądając się własnym stopom. Uniosłem delikatnie jej podbródek.
- Hej, aż tak cię zdołowała jej wizyta? – pocałowałem ją raz – Chyba wiem jak poprawić ci humor. – pocałowałem raz jeszcze.

Uśmiechnęła się delikatnie i zauważyłem, że mimowolnie jej nastrój się polepszył.
Zachwycony zaniosłem Elenę do sypialni.
Była taka piękna. Wciąż nie potrafiłem znieść tego, jak bardzo ją kocham. To uczucie rozpierało mnie od środka z tak wielką mocą, iż miałem ochotę krzyczeć w niebogłosy, byleby tylko świat usłyszał jaki jestem szczęśliwy. Od wieków nie spotkało mnie nic podobnego. To zawsze mój brat miał to, o czym ja mogłem tylko pomarzyć. Może i wydam się egoistą, ale nie myślałem o nim za wiele przez ostatni czas. Jak na razie głowę miałem zajętą tylko i wyłącznie Eleną. Jej urodą, niesamowitą siłą, zdumiewającą dobrocią i ogromnym współczuciem dla innych ludzi. Odkąd wyznała mi miłość, uśmiech nie schodził z mojej twarzy ani razu. Moją radość pogłębiał również fakt, iż tym razem nie była to więź, ani żadne inne ustrojstwo.
Po prostu mnie kochała, a ja kochałem ją.
- Damon? – powiedziała Elena kiedy leżeliśmy przytuleni, okryci zwiewną bawełnianą kołdrą.
- Tak skarbie?
- Jak myślisz, czy istnieje taka możliwość, że Bonnie kiedy przywracała zasłonę, mogła rzucić nie to zaklęcie co trzeba i niektórzy zostali odesłani na tamtą stronę a inny stali się na powrót ludźmi?

- Skąd takie pytanie?
- Nie wiem, tak po prostu głośno myślę. Ale powiedz co sądzisz.
- Nie wiem. Z zaklęciami tej małej, niesubordynowanej czarownicy nigdy nic nie wiadomo. Możliwe, że istnieje takie zaklęcie ale nie można być pewnym. Myślałaś o Jeremym.
- Nic, nic. Po prostu zapomnij. Tylko głośno myślę.
Chyba jednak dzisiaj Elena będzie w swoim świecie.


Katherine:

Julien popatrzyła na mnie z zaskoczeniem. Była moją przyjaciółką, ale to nie znaczyło, żeby strzępić sobie nie potrzebnie drugi raz język.

Wystarczy, że Elijah musiałam wszystko tłumaczyć.
- Chwila, bo czegoś tu nie rozumiem. Co znaczy, że Elena musi cię przemienić? Jak to inaczej nie dojdzie do przemiany. Jesteście ze sobą powiązane czy co? – pytała Julien. Westchnęłam.
- W pewnym sensie tak, skarbie. Elijah, kochany, mógłbyś wytłumaczyć nowo przybyłej warunki tej gry?
- Kiedy Elena wepchnęła Katherine lekarstwo do ust ta stała się człowiekiem tak?
- No tak.
- A wepchnęła ja właśnie Elena. Nie kto inny, tylko Elena tak?
- No tak…
- Sęk w tym, że gdy sobowtór spowoduje przemianę swojego ‘’bliźniaka’’, tylko ten może go na powrót przemienić.
- Co?!

- A więc jeszcze raz: Elena wepchnęła…
- Nie jestem upośledzona! Ale… co?!
- Takie są fakty.
- Skąd się o tym dowiedzieliście?
- Z pamiętnika ojca Salvatorów.
- A skąd ojciec Stefana i Damona miałby o tym wiedzieć?
- Nie napisał szczegółów. Przyjaźnił się z mężczyzną, który znał jedną z okolicznych historii. Wspomniał o niej w pamiętniku.
- Skąd wytrzasnęliście ten pamiętnik?
- Jak to skąd. Z domu Salvatorów.
- To niedorzeczne.
- Myśl co chcesz Julien. Twoja rola leży w tym, aby odnaleźć Silasa.
- Katherino czy ty do końca zwariowałaś?
- Ona nie zwariowała Julien. Ostatnimi czasy Mystic Falls borykało się z ogromnym problemem jakim jest właśnie Silas. Właściwie już był posłany na straty, kiedy to czarownica rzucająca zaklęcie umarła, a on powstał z skamieniałych.
- Jeśli można wiedzieć, to po co jest wam potrzebny ktoś taki jak Silas?!
- Bo kiedy Elena mnie przemieni, Silas odda mi swoją nieśmiertelność. W ten sposób ja zyskam długo wyczekiwany dar a on upragnioną, wieczną śmierć. Nie mógłby się nie zgodzić na te warunki.
- Skąd masz pewność, że Elena cię przemieni?
- Bo mam w zastaw kogoś kogo kocha.

Jeremy:


Siedziałem w jakiejś opuszczonej celi. Ściany obrastały mchem a z sufitu skapywały pojedyncze, pożółkłe od rdzy krople wody. Głucha cisza mącona, tylko przez mój oddech, stawała się nie do zniesienia. Siedziałem tu już od kilku dni, zaszczycony raz w ciągu doby, nędznym posiłkiem autorstwa Katherine Pierce. Gdyby nie to, że faszerowała mnie jakimś uspokajającym świństwem, po którym nie miałem siły poruszyć nawet powieką, już dawno odrąbał bym jej głowę.
I tym razem usłyszałem kroki. Lecz nie jednej osoby.
Obok Katherine stanęła jakaś szczupła czarnowłosa dziewczyna.
- Poznajcie się: Julien, Jeremy, Jeremy Julien.
- Ukochany braciszek twojej sobowtórki jak mniemam?
- Dokładnie.
- Kto to do diabła jest. – powiedziałem wściekły.
- Nie denerwuj się tak. Zużywam na ciebie dziennie prawie dwie paczki leków uspokajających a ty nadal się ruszasz. Julien jest moją wampirza przyjaciółka.
Piercówna odgarnęła swoje bujne loki z czoła. Była obrzydliwie pewna siebie. Najbardziej bolało mnie to, że była prawie identyczna jak moja siostra. Nie zasługiwała na to, żeby posiadać wygląd Eleny.
Nie tak wyobrażałem sobie powrót do mojego ludzkiego życia…
- Czemu mnie tu trzymacie?! Dowiem się wreszcie?!
- Nie, bo zaczniesz jeszcze wariować.
- Jestem idiotą, że dałem się nabrać na twoje udawanie Eleny.
- Nie twoja wina, że nie wiedziałeś o moim pobycie w Mystic Falls. Ale… tak. Jesteś idiotą.
- Czy mogę w końcu zacząć moją pracę?! – wykrzyknęła koleżanka Katheriny.
- O co znowu do cholery chodzi?!
- Słodka tajemnica. – odpowiedziała, jak jej tam? Julia?
- Julien idioto.
Moje oczy wyszły z orbit. Jakim cudem wiedziała co myślałem? A może źle oceniłem sytuację i tak naprawdę była wiedźmą. Ale nie. Wyglądała jak 100% wampir.
- Skąd wiesz co pomyślałem? – zapytałem zdziwiony.
Czarnowłosa ukucnęła przy moim słabym ciele. Przekrzywiając głowę uśmiechnęła się przebiegle.
- Powiedzmy, że jestem tak trochę hybrydą. Pół wampir , pół jasnowidz.
- Jasnowidz?

- Matko co za wścibski dzieciak. Po prostu jestem medium, ale nie jestem czarownicą okej? Nie umiem robić jakiś woodu-szmudu ale potrafię rozpoznać co kto myśli.
- Jesteś w mojej głowie nawet teraz?
- Oczywiście, że nie! Co ja wróżka?! Znam ludzkie myśli tylko wtedy, kiedy z danym naciskiem prą na nie. Niektóre myśli są przelotne, nieistotne; inne długotrwałe, potrafimy się nimi frasować nocami i dniami. Na przykład jesteś taki wściekły, że prawie rozwaliło mi czaszkę kiedy pomyślałeś ‘’Julia’’. -
Skrzywiła się w grymasie. Mi natomiast zakwitł na twarzy dość wredny uśmiech. Usadowiłem się wygodnie na ławce, nagle nabrałem energii. . Pewnie dostałoby mi się za to od Eleny, ale niestety jej tu nie ma… przez nie. Skupiłem swoje myśli na jednym jedynym słowie. Myślałem o nim z mocą tak silną, że również mnie rozbolała głowa
DZIWKI.
Julien skrzywiła się nieznaczenie, by zaraz podbiec do mnie w wampirzym tempie. Wymierzyła mi siarczystego policzka z siłą na jaką było ją stać w jej wcieleniu. Odrzuciło mnie nieznacznie na ławkę, ale mimo to nie żałowałem tego co zrobiłem.
- Zabiję cię smarkaczu. – wysyczała. Jej twarz pokryła się malutkimi żyłkami a oczy stały się nabrzmiałe i zaczerwienione. Odsłoniła kły. Wtem, Katherine odepchnęła ją z siłą godną chorowitej muchy. Zaledwie poruszyła Julien. Popatrzyłem na całe zajście zdziwiony. Nagle zaświtała mi w głowie myśl.

- Katherine jest człowiekiem!? Jak… lekarstwo… połknęłaś lekarstwo?! – wykrzyknąłem. Jak można było do tego dopuścić?!
- Twoja siostrzyczka wepchnęła mi je własnoręcznie do gardła.
- Co?!
- Julien, to przez ciebie. On miał się o tym niedowidzieć.
- I co z tego? I tak trzymasz go pod kluczem. Poza tym już skończyłam.
- Ma pozostać przy życiu! Zapamiętaj to sobie!
- Co skończyłaś!? – spytałem Julien. Niepokoiła mnie konsternacja w jaką zapadła w przeciągu sekundy.
- Nie widział jej. – podsumowała coś, o czym nie miałem pojęcia

- Przeglądnęłaś mój umysł?!
- Słodkich snów mały Gilbercie.
Katherine podeszła do mnie wbijając igłę w szyję. Odpłynąłem.

Katherine:

- Przeszukałaś jego umysł?
- Tak. Uspokój się. Nie widział Silasa w żadnym miejscu.
- W takim razie może wyjechał z miasta.
- Silas jest nieprzewidywalny. Nigdy nie wiesz co knuje, więc lepiej nie zakładaj z góry swojej przewagi.
- Przesadzasz.
- Chyba zapomniałaś o tym kochana, że jest zmiennokształtny.
- A ja jestem sprytna.
- Aż mi się nie chce wierzyć, że zgodziłam się na przeszukiwanie ludzkich umysłów tylko po to żeby dostać na powrót coś co i tak należy do mnie.
- Od jakiś 100 lat naszyjnik nie jest twój. Miał już 2 nowych właścicieli. Najpierw ja, teraz Elena. Bardzo romantyczne, że w końcu znów wróci we właściwe ręce.
- Ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną. Chcę go dostać zaraz po całej tej farsie.
- I dostaniesz. Tylko pomóż mi odszukać Silasa.


Silas:

Mrok spowijał moje ciało. Wilgotne powietrze oklejało moją skórę niczym lepka zaraza. XXI wiek to trudny okres w dziejach ludzkość. Trudny okres dla mnie. Odrzuciłem wysuszone i całkowicie opróżnione z krwi ciało drobnej kobiety. Wyciągnąłem z kieszeni jej dżinsów małe świecące urządzenie wygrywającą kompletnie bezsensowną i prostacką muzykę.
Świat nie był taki jak dawniej.


Elena:

Otulona szczelnie kocem siedziałam obok Damona oglądając film, który nijak nie przykuwał mojej uwagi. Moje myśli wirowały wokół Katherine i Jeremiego. Najchętniej już teraz wybiegłabym w poszukiwaniu mojego brata, jednak obecność Damona nakazywała mi zachować spokój.
- To jest gorsze od Zmierzchu – narzekał Damon. – Na co my patrzymy?!
Wstał, wciskając guzik stopu.
Podniósł mnie wraz z kocem, okręcając wokół własnej osi.
- To co dzisiaj księżniczko będziemy robić? – spytał, pocałowawszy mnie w czubek nosa.
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Mam ochotę na wszystko, byleby z tobą.
- To mi jak najbardziej odpowiada. Może małe śniadanko?
- Czemu nie.
Damon pobiegł do spiżarki z krwią posyłając mi jeden z tych uśmiechów, które od zawsze przyprawiały mnie o palpitacje serca. Szczęście mojego ukochanego sprawiało, że potrafiłam oderwać się od przykrych rozważań. Zostało mi jeszcze pięć dni niepewności i pięć dni zastanawiania się co z moim bratem, zanim Katherine odda mi Jeremiego a ja ją przemienię. Parę razy próbowałam go szukać w podziemnych jaskiniach, kiedy Damon był zajęty czym innym, jednak na próżno.
Nagle usłyszałam pukanie. Podbiegłam do drzwi otwierając je zamaszyście. W drzwiach ujrzałam mojego sobowtóra.

- Gdzie jest Silas? – powiedziała wchodząc do środka
- Silas? Myślałam, że wiesz. – powiedziałam, przekornie zakładając ręce na krzyż.
- Gdzie?
- Leży na dnie rzeki.
Kiedy wypowiedziałam te słowa Katherina uśmiechnęła się kocio.
- Widzę, że nie jesteś na bieżąco z faktami moja droga. Silas chodzi po ziemi i ma się dobrze.
- To są jakieś ponure żarty.
Zza drzwi wyłoniła się kolejna postać.
- Eleno, poznaj moją przyjaciółkę Julien.
- Matko, jak dwie krople wody. – powiedziała czarnowłosa dziewczyna.

Rzekoma Julien posłała w moją stronę promienny uśmiech. Już teraz mogłam wywnioskować, że była taka sama jak mój sobowtór. Kłamliwa, dwulicowa, intrygantka.

- Nie możliwe żeby Silas żył. Stefan go osobiście wrzucił do wody.
- Widziałaś to?
- No nie ale… Boże.
Stefan zniknął a Silas jednak nie umarł. To znaczy, że coś poszło mocno nie tak. Gdzie jest Stefan?!
- Trzeba znaleźć Silasa zanim to on dorwie nas.
- Czemu ci tak na tym zależy Katherine?
- Proste chyba nie?! Boję się o swoje piękne ciałko!
- Jesteś obrzydliwa.
- Miło mi.
Nagle Julien rzuciła się na mnie, przyciskając mocno do ściany. Jej twarz pokryła się cienkimi żyłkami a oczy zaszły krwią. Prawie natychmiastowo, znikąd pojawił się Damon. Rzucił się na czarnowłosą odpychając ją na drugi koniec pokoju. Kiedy ogarnął wzrokiem całą sytuację jego oczy g***townie się rozszerzyły.
- Julien?! – wykrzyknął.
- Damon!
Obydwoje rzucili się na siebie nawzajem, ściskając, a ja, stałam jak wryta patrząc na całą sytuację zszokowana. Oni się znali?
Damon okręcił czarnowłosą wokół siebie. Złość ogarnęła moje ciało.
- Juli wredota!
- Damon idiota!
Obydwoje zaśmiali się z siebie nawzajem. Spojrzałam na Katherine. Wydawała się niewzruszona sytuacją. Jedynie moją wściekłość obserwowała z satysfakcją.
- Wy się znacie? – warknęłam.
- Ja i Juli znamy się od 100 lat. Przeszła razem ze mną przemianę.
- Co?!