• Wpisów: 360
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 8 lat temu, 22:02
  • Licznik odwiedzin: 23 278 / 3419 dni
 
natalia246
 
Gdy otworzyłam mozolnie oczy nie wiedziałam gdzie jestem. Uświadomiłam to sobie dopiero po paru minutach. Zerwałam się z podłogi. Spałam jak suseł, a godzina na zegarze ściennym wskazywała 10 rano. Szybko doprowadziłam się do porządku, posprzątałam za sobą i wyszłam starannie zamykając drzwi.
- Aniu? – odwróciłam się zdziwiona. Piotr patrzał na mnie jak zbity szczeniak.
- Co ty tu robisz?
- Filip mi powiedział, że cię tu znajdę. Jeśli chodzi o tą szkołę… nie musisz iść jeśli nie chcesz. Mogę cię wypisać.
- I tak bym nie poszła i tak.
- Wiem. Przepraszam cię. Zachowałem się jak idiota.
- Tak to prawda.
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Już dawno wybaczyłam Piotrkowi. Tak naprawdę nie umiałam się na niego długo gniewać.
- Jesteś głodna. Może chciałabyś pójść ze mną do restauracji na śniadanie? Ja stawiam.
- Chętnie. – tak naprawdę, nie miałam zamiaru odmawiać. Nie marzyłam o niczym innym jak o jedzeniu. Kiedy byliśmy na miejscu zamówiłam chyba wszystkie potrawy jakie były w menu. Dosłownie rzuciłam się na jedzenie, a Piotr z uśmiechem mi się przyglądał popijając swoją kawę.    
- Nie powinieneś być w szkole?
- Zrobiłem sobie wolne.
- Aha… Wiesz, Filip mówił, że nie pasujesz mu na nauczyciela.
Piotr nagle mocno się zmieszał. Poczułam, że coś jest nie tak.
- Piotr? Czy ty chcesz mi o czymś powiedzieć.
- Nie.
- Mów.
Westchnął głęboko i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Tak naprawdę, Aniu, to mam jeszcze inną pracę poza szkołą. Właściwie edukacja to tylko takie dorywcze zajęcie. Uczę tylko w poniedziałki i środy. Większość dni, zajmuję się pracą dla… Filipa.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Nic nie układało się w kupę. Kompletnie skołowany próbowałam ustalić czy nie kłamie, ale on spuścił przezornie oczy.
- Pracujesz dla Filipa?
- Tak.
- Czyli… okłamałeś mnie.
- Po prostu nie powiedziałam ci wszystkiego.
- Ale przecież on jest od ciebie młodszy… o 6 lat.
- Młodszy nie znaczy głupszy.
- Co dla niego robisz?
Nie odpowiedział.
- Wiesz, chyba lepiej już pójdę.
- Aniu…
-  Nie ważne.
- Ty też nie chcesz mi powiedzieć prawdy! – popatrzyłam na niego zbulwersowana. Jak mógł mi wypominać coś takiego?! Ja mu nie mogę nic powiedzieć. On mógł. Czemu więc tego nie zrobił. Pokręciłam tylko głową, wstałam, i odeszłam od stolika.
Włóczyłam się po ulicach Nowego Jorku, jak bezdomna. W sumie to była prawda. Byłam bezdomną. Czemu nie mogłam żyć tak jak ludzie, których omijałam? Zadowoleni rozmawiali przez swoje dotykowe telefony, w modnych ciuchach, radośnie korzystający z życia. Tylko ja jedna tu nie pasowałam. Byłam żadna. Drobna dziewczyna o brązowych długich włosach z fioletowymi końcówkami, potarganymi rurkami i skórzaną kurtką, którą dostałam od Piotra.
Z zamyślenia wyrwał mnie pewien głos.
- Ania!
Zesztywniałam. Chciałam uciec, jednak on, złapał mnie za rękę. Moje nogi przypominały dwa głazy. Co jeszcze złego mnie dziś spotka.?
***
- Szukałem cię.
- Sebastian… to chyba nie najlepszy czas.
- Błagam. Możemy porozmawiać?
Spojrzał na mnie tymi błękitnymi oczami niewinnego dziecka. Nie sposób mu było odmówić.
- No dobrze.
Usiedliśmy na jednej z ławek w parku.
- Chciałem cię za wszystko przeprosić. To co wtedy zrobiłem… byłem naćpany. Mogłaś umrzeć… gdyby coś ci się stało… - ukrył twarz w dłoniach.
- Sebastian… nie cofniesz tego co się stało.
- Ale ja naprawdę żałuję. Obraz kiedy leżałaś tak na ziemi… prześladuje mnie cały czas. Już nawet nie biorę. Przysięgam. Wybaczysz mi? Tak strasznie żałuję.
Chwycił mnie za rękę i popatrzał głęboko w oczy. Żal mi go było.
Zależało mi na nim bardziej niż na kim kol wiek. Kiedy powiedział, że nie bierze, to naprawdę poruszył moje serce. Próbował się dla mnie zmienić. Musiałam to docenić. Pomimo tak wielu sprzeczek bardzo go kochałam. Wiele razem przeszliśmy i był dla mnie bardzo ważną osobą.  
- Już dobrze. – wyszeptałam. Pocałował mnie.
- Chodźmy.
Obejmując się czule, wróciliśmy na stare śmieci. Jednak coś mnie przytłaczało. Wcale nie czułam się doskonale. W głowie miałam Piotra. Musiałam się od niego odciąć. Wiele dla mnie zrobił i byłam mu naprawdę za to wdzięczna, ale to koniec. Koniec tamtego rozdziału. Koniec Piotra.

***
Spędziłam z Sebastianem namiętną noc na dziurawym materacu i jeszcze lepszy dzień. Był cudowny gdy nie był na haju. Zdążyłam już mu wybaczyć wszystkie te okropieństwa. Wszystko miało wrócić do normy. Próbowałam go również namówić aby skończył ze sprzedażą dragów jednak tego nie mógł mi zagwarantować. Kategorycznie odmówił usprawiedliwiając się tym, że inaczej pomrzemy z głodu. Jeśli o mnie chodzi to już nie kradłam. Ostatnie wydarzenia dały mi na tyle do zrozumienia, żeby zatrudnić się w jakimś barze.  Pracowałam od 9 do 16 i wcale nie narzekałam. W dodatku mogłam ukradkiem co nieco podjeść. Byłam zadowolona, że moje życie toczy się w ten sposób. Zamierzałam zacisnąć pasa i może kiedyś, kiedyś wynająć jakieś prowizoryczne mieszkanie dla mnie i Sebastiana. Planowaliśmy wspólną przyszłość.
- Kochanie muszę dziś wyjść. Będę może za 2 godzinki. – oznajmił Sebastian kiedy  wróciłam ze swojej dniówki.
- Dlaczego?
- Chciałbym coś załatwić. Niedługo będę.
- No dobrze…
Próbowałam okiełznać narastającą we mnie panikę. Powinnam mieć do niego pełne zaufanie ale w jego przypadku nie było to możliwe. Trzeba się o niego ciągle troszczyć. Bałam się kiedy opuszczał mnie na tak długo. Bałam się, że znów wróci na haju. Ale przecież powiedział, że już nie bierze. Przez ostatnie 5 dni był naprawdę trzeźwy. Może kilka razy zapalił wraz ze mną papierosa i tyle. Byłam z niego bardzo dumna.
- Nie martw się. – powiedział czytając moje myśli. Uśmiechnął się i pocałował na pożegnanie.
Usiadłam i zaczęłam gryzmolić coś bez sensu w starym zeszycie. Próbowałam się odstresować.
Minęła godzina. Sebastianowi zostało jeszcze kolejne tyle. Nerwowo stukałam butem o ziemię. Nagle ktoś chwycił mnie od tyłu za ramię. To Sebastian wrócił! Zrozumiał, że się o niego martwię.
Jednak po chwili zerwałam się na równe nogi. To wcale nie był Sebastian. Moje serce zaczęło swój nerwowy galop. Chciałam puścić się pędem, jak zwykle kiedy coś mnie przerastało jednak on przewidział mój ruch. Chwycił mnie mocno za rękę.
- Aniu. –wyszeptał błagalnie.
- Piotr. Co tu robisz?
- Wróć do domu. – powiedział i zajrzał mi głęboko w oczy.
- Do jakiego domu? Twojego? Tu jest mój dom. Słuchaj, dziękuję ci za wszystko ale nie chce mieć z tobą nic wspólnego.
- Chodzi ci o to, że cię okłamałem? Że pracuję dla Filipa?
- Słuchaj nic mnie to nie obchodzi! Tam jest twoje życie, tu jest moje. Wybaczyłam Sebastianowi i znów jesteśmy razem.
- Wybaczyłaś temu gnojowi?! – nagły przypływ złości zmienił jego twarz.
- Nie nazywaj go tak! I nie przychodź tu nigdy więcej. – powiedziałam wyrywając się. – Powinieneś już iść.
- Aniu, nie rozumiesz, że u mnie będziesz bezpieczna? Przecież wtedy kiedy byłaś u mnie…
- To było wtedy a teraz jest DZIŚ. Poza tym jak ty to sobie wyobrażasz?! Mam u ciebie mieszkać cały czas na twojej łasce?
- Znalazł bym ci mieszkanie. Wykupiłbym jakieś.
- Daj spokój. Żegnam.
Piotr popatrzył na mnie z bólem. Nic nie powiedział tylko odszedł rzucając mi spojrzenie w stylu ‘’przynajmniej próbowałem’’.
Opadłam na schody ukrywając twarz w dłoniach.
***
Po trzech godzinach ujrzałam Sebastiana wchodzącego przez obdrapane drzwi.
- Miałeś być ponad 2 godziny temu.
- Oj wybacz. Chyba nie tęskniłaś zbyt mocno co?
Położył się obok mnie na materacu obejmując mnie łapczywie.
- Ćpałeś. – powiedziałam oskarżycielsko odsuwając się na bok. Sebastian zmarszczył się.
- Nie prawda. Jak możesz? Przecież ci powiedziałem, że nie biorę. – westchnęłam.
- Wiem.
Zaczął rozpinać moją koszulkę, schodząc pocałunkami na szyję. Chwyciłam gwałtownie jego rękę.
- Sebastian, nie dziś.
- Dlaczego – spytał przymilnym głosem nie przerywając swoich działań. Odsunęłam się.
- Bo nie mam ochoty. – nagle  jego zabawowy nastrój odszedł jak ręką odjął. Spojrzał na mnie spode łba.
- Ale ja mam. – po czym zamknął mnie w żelaznym uścisku. Wyrwałam się gwałtownie i uciekłam. Usłyszałam na odchodnym swoje imię.
Pobiegłam w najciemniejszy zaułek w ulicy, do którego często zaglądałam. Popłakując cicho, chwyciłam swój zniszczony gruby zeszyt, który podarowała mi starsza kobieta w zamian za uratowanie jej pieska z wody.
Nagle coś poruszyło się w ciemności.
- To też jest twoje sekretne miejsce? – usłyszałam grobowy ton. Z pewnością należał do dziewczyny, jednak nie umiałam dostrzec jej twarzy.
- Tak jakby…
- Dlaczego płaczesz? – kiedy odpowiedziała jej głucha cisza dodała: - przez jakiegoś sk****ela?
Zamknęłam ciasno oczy i pokiwałam leciutko głową. Z moich oczu znów popłynął potok łez.
Dziewczyna wyłoniła się z ciemności. Była szczupła, średniego wzrostu z wielkimi zielonymi oczami. Jej ciało było na pewno bardzo pociągające. Skąpy strój, prezentował prawie wszystkie rzeczy jakimi obdarzyła ją matka natura, a było tego dużo. Głowę pokrywała burza czarnych loków. Zobaczyłam, że jej makijaż jest całkowicie rozmazany. Tusz do rzęs właściwie był na całej twarzy. Miała nabrzmiałe od płaczu oczy, które jednak patrzyły na mnie inteligentnym i jakby chytrym wzrokiem. Bez wątpienia była bardzo ładna.
- Faceci są popieprzeni. Nigdy nie wiesz na jakiego trafisz… Vicky jestem. – wyciągnęła do mnie rękę z pomalowanymi na czarno paznokciami. Uścisnęłam ją przyjaźnie.  
- Ania. Co się stało? – Vicky popatrzyła na mnie i westchnęła głośno. Nie chciałam jej naciskać, ale jakoś sama tak wypaliłam.
- Facet z którym byłam. No mówię ci po prostu koleś idealny. Ciacho i do tego dziany. Marzenie każdej laski. Dziś mieliśmy się spotkać u niego w domu. Wiesz POGADAĆ. Jednak on chyba nie miał w swoim słowniku takiego słowa. Jak tylko weszłam zaczął się do mnie dobierać. Skurczybyk był silny ale moje obcasy były jeszcze silniejsze. Uciekłam w ostatnim momencie.  – jej podarta, prześwitująca bluzka mówiła sama za siebie.
- A to gnój. Może po stroju zinterpretował źle twoje zamiary… - dziewczyna popatrzyła na mnie spode łba.
- Nie mieszaj w to stroju. Ubieram się tak jak lubię, i nie mam zamiaru tego zmieniać. Wszyscy ludzie osądzają mnie po ubraniu, a to, że jestem łatwa, że d****a. Czasami mam ochotę takiemu wygarnąć. To jak się ubieram, nie powinno być żadnym usprawiedliwieniem dla jakiegoś zboczeńca. Poza tym szczerze ci kochana powiem, że twoje obcisłe szorty i fioletowe końcówki też nie wyglądają jakbyś była anielicą. – to prawda. Za pieniądze zarobione w barze kupiłam sobie jakiś letni strój, ponieważ zima opuściła Nowy Jork tak gwałtownie, że nawet nie zdążyłam się nacieszyć śniegiem.
- To prawda.
- No a tobie co się stało?
- Mój chłopak pije, pali, ćpa i nie wiadomo co jeszcze. Ostatnio twierdzi, że już nie bierze. Jakoś nie jestem przekonana, ale faktycznie zachowuje się o niebo lepiej i nie wygląda na naćpanego. W dodatku ostatnio był dla mnie taki miły. Jednak dziś rzucił się na mnie mimo moich protestów. Też uciekłam. Sama nie wiem co robić…  - zastygłam zdziwiona. Zwykle tyle nie mówię. Nie otwieram się, wolę pewne sprawy zatrzymać dla siebie, jednak teraz słowa popłynęły jak rzeka. O dziwo ulżyło mi. Vicky słuchała z zainteresowaniem tak jak ja ją. Coś w niej sprawiało, że chciało mi się mówić. Może dlatego, że była taka swobodna i nie naciskała tak jak inni. No i nie miała do mnie o nic pretensji.
- Kopnij go w dupę, tak jak ja zrobiłam.
- Tylko, że ja go kocham…  - Vicky wybuchnęła śmiechem.
- Żebyś się nie zdziwiła… Matko ulżyło mi. Fajnie się do ciebie gada.
- I Vice versa.
- A tak w ogóle to dobierał się do ciebie w twoim domu czy jego?
- … ja nie mam domu.. i on też nie. – Vicky popatrzyła na mnie zdezorientowana. Chyba zrobiło jej się głupio ale wzruszyła tylko ramionami.
- Takie jest życie. – powiedziała puszczając mi oczko. Popatrzyłam na nią promiennie. Polubiłam te jej nieokiełznane loki wraz z jej właścicielką.
Dowiedziałam się od niej, że ma 18 lat, które skończyła w marcu. Pokłóciła się z rodzicami i wyprowadziła z domu do wynajętego przez siebie mieszkanka. Teraz pracuje w restauracji ale za niedługo podobno zostanie szefem bo bardzo dobrze jej idzie. No i wszystko co ekscentryczne, wyzywające i niecodzienne nie jest jej obce.
- Wiesz co laska? Da się ciebie lubić. Na serio. A ja nie wiele dziewczyn lubię.
- Ja tak samo. – powiedziałam uśmiechnięta. Grobowy nastrój przeszedł jak ręką odjął. Siedziałyśmy jeszcze przez chwile żartując jacy to faceci są głupi i nie okiełznani. Sama nie wiem kiedy, ale opowiedziałam jej całą moją historię. Łącznie z Piotrem, szpitalem, szkołą a nawet Filipem.
- Ty a co powiesz na to, żebyśmy wybrały się dzisiaj do klubu na dyskotekę? Ja stawiam. No wiesz uczcić naszą mądrość i głupotę płci przeciwnej?
- Super pomysł!
- Kochana nastaw się na to, że moje pomysły zawsze są super.
***
W życiu nie bawiłam się tak dobrze jak z Vicky wczorajszej nocy. Szalałyśmy chyba sześć godzin. Zakładałyśmy się które z iloma chłopakami zatańczy, i ilu poderwiemy. Dostałam nawet od kilku numer, który był jedynym dowodem na to, że w ogóle tam byłam. Wypiłam tyle, że nie pamiętam kompletnie nic. Wiedziałam tylko, że było zajebiście a wyśmienity humor nie opuszczał mnie przez resztę dnia. Vicky odprowadziła mnie chwiejąc się non stop i mówiąc pomiędzy fazami czkawki , że skontaktuje się ze mną.
- Masz telefon? – spytała się ,co chwila rechocząc. Obydwie zachowywałyśmy się skandalicznie.
- Nie. – powiedziałam szczerząc się jak głupia. Pewnie byłoby mi wstyd ale w tym momencie miałam wszystko gdzieś.
- Hahaha ale jaja! Piękna nie ma telefonu!!!
- Hahahaha
- Kochana kto ci to zrobił?
- Ja nie potrzebuję telefonu! Mi wystarczą dwie puszki i sznurek!
- Ciekawe do czego… bo na pewno nie do dzwonienia. – dała mi kuksańca w bok.  – Trzymaj moją.  – tym razem trochę otrzeźwiałam.
- Pogięło cię? Mam wsiąść twój telefon?
- W domu mam chyba ze trzy! Dla mnie to tak jak majtki.
- Hahaha dobra biorę go! Dzięki!
- Masz na karcie 50 dolarów. Ale dalej to se sama musisz płacić. Twój numer to 555-665-556-8 zaraz ci wstukam mój.
- Taki numer to na pewno zapamiętam.
- No ba. Dobra kochanie trzymaj się. Było zajebiście!
- Laski górą!
Ucałowała mnie i poszła chwiejąc się na boki. Wróciłam na klatkę schodową, padając na materac. Sama nie wiem kiedy zapadłam w kamienny sen.
***
Kiedy wstałam, nie bardzo miałam pojęcie, która jest godzina. Zauważyłam Sebastiana siedzącego obok mnie. Patrzył na mnie zbolałym wzrokiem. Spięłam się gwałtownie.
- Ile spałam?
- Chyba ze 14 godzin.
Nagle poczułam mocne uderzenie w głowie. Chwyciłam się obydwoma rękami ze miejsce bólu. Tak to musiał być kac. Cholerny kac. Nic nie pamiętałam z nocy spędzonej w klubie z Vicky. Sebastian przyłożył mi rękę do twarzy.
- Nic ci nie jest?
- Nie. Tylko głowa mnie boli.
- Co robiłaś kiedy uciekłaś? - spytał się. Spojrzałam na niego niepewnie. Nie chciałam mu mówić o Vicky a już na pewno nie o klubie. Jednak z jego miny wynikało, że nie zmierzał wcale drążyć tematu.  – Dobrze, nie moja sprawa. Należy mi się. Słuchaj Aniu… ja cię chciałem bardzo przeprosić. Nie wiem co mnie opętało. Chyba straciłem kontrolę nad sobą. Jestem p******y a ty mimo to mi wybaczyłaś. Teraz znów cię muszę przepraszać. Ja nie chcę tak żyć. – jęknął ukrywając twarz w dłoniach. Dotknęłam powoli jego twarzy.
- Poradzimy sobie. – szepnęłam całując go w czoło. Chwycił moją rękę i zajrzał głęboko w oczy. – Poradzimy…
- Chcesz zostać sama? Przynieść ci coś na uśmierzenie bólu?
- Słucham?! Podobno nie bierzesz dragów!
- Chodziło mi o tabletkę apap głuptasku. Jeszcze na to nas stać. Dzięki twojej pensji. Co ja bym bez ciebie zrobił…
- Faktycznie, przepraszam. Tak możesz wyjść. Odpocznę trochę.
Kiedy Sebastian wyszedł, opadłam z jękiem na kanapę. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Chyba musiałam ostro przegiąć. Ciekawe jak Vicky się trzyma…
Nagle coś zawibrowało mi w kieszeni. Podskoczyłam zdezorientowana. Przez chwilę, nie wiedziałam o co chodzi. Telefon Vicky! No jasne!
Boże jaka ja jestem głupia. Czemu się zgodziłam brać od niej telefon?! Chyba mogę się usprawiedliwić, że byłam po pijaku nie? Wyciągnęłam sporej wielkości Iphona. Otworzyłam szeroko oczy. To, że brałam od niej telefon to zauważyłam, ale nie miałam pojęcia, że taki!  Przez dziesięć minut próbowałam wyczaić wszystkie te kretyństwa. Kiedy weszłam w wiadomości, zobaczyłam imię Vicky. Chyba wpisała mi już swój numer. Przeczytałam wiadomość:
‘’ Nie wiem jak ty kochana ale mi łeb tak napierdala, że już trzy razy nie trafiłam do kibla i zamiast tego weszłam do kuwety od kota. Ale i tak było zajebiście. Chcę powtórkę. Później do ciebie zadzwonię. Aha i nie miej wyrzutów z powodu Iphona. Najwyżej cię zabije. Buziaki. ‘’
Zaśmiałam się do siebie. Czytała mi w myślach.  Później obczaję telefon. Teraz idę spać.
cdn
Coś ode mneie:
Hej kochani! Chciałam Was poinformować, że założyłam kolejnego bloga z kolejnym opowiadaniem, gdzie już pojawił się rozdział !. A więc zapraszam www.smierc-i-ja.blogspot.com i mam nadzieję, że skomentujecie i powiecie jak się Wam podobało ;*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego