• Wpisów: 360
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 8 lat temu, 22:02
  • Licznik odwiedzin: 23 278 / 3419 dni
 
natalia246
 
Kiedy wymierzył ostatni cios, upadłam szczęśliwa na ziemię. Na dziś to koniec.Wiedziałam za co dostałam. Nie załatwiłam w porę tego pieprzonego hajsu. To moja wina. Przeze mnie nie miał na działkę. Spaprałam sprawę, więc musiałam zapłacić. Powinniśmy płacić za swoje błędy czyż nie? To, że Sebastian mnie bił nie było niczym dziwnym. W ciągu tygodnia dostawałam po twarzy co najmniej jakieś pięć razy. Na szczęśnie siniaki szybko się goiły. Byliśmy ze sobą już od dwóch lat a ja wcale nie narzekałam. On ćpał, ja robiłam swoje. Przynajmniej przy nim miałam jakie kol wiek życie.
- Pamiętaj. Jutro masz mi dać forsę bo inaczej masz przekichane.
- Nie mów tak do mnie . – znów oberwałam, tym razem mocniej. Łzy pociekły wąziutką strużką.
- To ty nie mów tak do mnie. Trochę szacunku mi się należy.  Nie lubiłam momentów kiedy się kłóciliśmy. Wtedy bił mnie  mocniej. Gdy jest naćpany staje się bardziej agresywny. Gdy sobie poszedł odetchnęłam z ulgą. Wzięłam papierosa i odprężyłam się. Mieszkałam w jakimś opuszczonym bloku.  Miejscówka w sumie nie taka zła ale jednak nie cierpię szczurów. Wolałam się zabrać za swoją robotę bo inaczej jutro znowu mi się dostanie. Doprowadziłam się do porządku i weszłam na zatłoczone ulice Nowego Jorku. Mierzyłam i oceniałam każdego kolesia i babę, którzy zdawali się mieć hajsu pod dostatkiem. Nagle zobaczyłam niezłą sztukę. Facet dobrze zbudowany, niezłe ciacho, wysoki i ubrany w same rzeczy z Nike. Bogaty jak nic. Ruszyłam w jego kierunku. Ma wystający portfel w tylnej części spodni! Dziś chyba mam szczęście. Zbliżyłam się powoli aż byłam na wyciągnięcie ręki. Powoli zaczęłam wysuwać portmonetkę z kieszeni spodni. Nagle koleś chwycił mnie żelaznym uściskiem. Stanęłam skołowana. Jeszcze nikt nigdy nie zorientował się, że jest przeze mnie obrabowywany. Miałam w tym taką wprawę, że nigdy bym nie pomyślała, że zwykły mężczyzna…Popatrzał na mnie swoimi brązowymi oczami. Spróbowałam się wyrwać, jednak jego uścisk był zbyt mocny.
- Czemu to robisz? – powiedział aż za nadto spokojnym głosem.  Wiedziałam już co czuje na mój widok. Obrzydzenie, żałość.
- Puszczaj!
- Ale czemu to robisz?
- Bo muszę. Puszczaj bo zacznę krzyczeć!
- Już krzyczysz.
- Więc zacznę głośniej.
- Dobrze tylko obiecaj, że chwilkę poczekasz.
- Dobra. – uwolnił mnie, a ja mimo obietnicy puściłam się pędem w przeciwnym kierunku. Gnałam przed siebie i kiedy w końcu dotarłam do jakiegoś ciemnego zaułku oparłam się o ścianę dysząc nierównomiernie. Byłam nieźle zdezorientowana i wystraszona. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem pozbawiając 200 dolarów jakiegoś wylansowanego staruszka. Miałam wystarczająco forsy, żeby Sebastian był zadowolony. Przynajmniej będzie dla mnie miły. Kiedy zbliżała się 21 mój chłopak przyszedł pod blok ze swoimi koleszkami. Wyciągnęłam 200 złotych.  Pocałował mnie namiętnie.
- Świetnie kochanie. Dzięki.
- Nie ma sprawy. -Sebastian całą noc postanowił świętować ze swoimi znajomymi, natomiast ja położyłam się na jakimś dziurawym materacu z zamiarem snu. Cały czas myślałam o przystojnym mężczyźnie, który przyłapał mnie na próbie kradzieży. Jego idealnie ułożone włosy majaczyły mi w wyobraźni. Ten stan unosił się przez dwa dni. ***Postanowiłam już na zapas zaopatrzyć się w porządny zastrzyk pieniędzy. Po raz kolejny wyszłam na główną ulicę Nowego Jorku. Tym razem nie poszło mi tak dobrze. Potknęłam się i wpadłam na jakiegoś pakera, który zaczął za mną biec.
- Chodź! Zabawimy się! – zawołał. Wolałam jednak nie ryzykować. W pośpiechu wpadłam na jakiegoś człowieka. Spojrzałam do góry. Ta sama czupryna i czekoladowe oczy. Czy to był mój najgorszy dzień?
- Znowu ty? – wysapałam.
- Ktoś cię goni? Skoro już tu był to może by mnie gdzieś ukrył? Wyglądał na skorego do pomocy .
- Tamten – wskazałam palcem na zakapturzonego wyrostka. Wytrzeszczył oczy ze zdumienia.
- Nieźle sobie nagrabiłaś. – mruknął i pociągnął mnie w stronę tłumu. Nałożył na mnie swoją szarą bluzę z Nike. Do nozdrzy uderzył delikatny zapach wody kolońskiej o bardzo męskiej woni.  
– Chyba ich zgubiliśmy.
- Chyba tak. Dzięki. – już miałam zawrócić kiedy chwycił mnie z rękaw.
– Zawsze masz  w zwyczaju chwytać tak dziewczyny?
- Tylko ciebie. Poza tym nie oddałaś mi bluzy. Znów zamierzasz coś ukraść?
- Nie miałam takiego zamiaru.  – zaczęłam ściągać z siebie kosztowny drobiazg.
- Ojej a to co? – wskazał na moje kolano. Rzeczywiście nie wyglądało najlepiej. Rana mocno krwawiła i była dość zabrudzona.
- Potknęłam się. – mruknęłam.
- Idziemy do lekarza.
- Nie! Dam sobie radę. Dzięki ale muszę iść. – chwycił mnie za ramiona.
- Nie ma mowy. Jak nie do lekarza to przynajmniej do mnie do domu. Opatrzę cię.
- Mógłbyś się w końcu odczepić? Wkurzasz mnie coraz bardziej. Zaprezentował swoje białe zęby.
- Trudno. Wolę cię nie mieć na sumieniu.
- I nie będziesz miał. Nie proszę cię o pomoc.
- Mam cię zawlec siłą? - Warknęłam.  Nie lubiłam kiedy znajdowałam się w sytuacji bez wyjścia. On ewidentnie nie zamierzał ustąpić.
- Ale od razu potem spadam.
- Jak sobie życzysz.  Kiedy przeszliśmy pewien kawałek drogi, moim oczą ukazał się piękny dom z wieżyczką.
- Tu mieszkasz?
- Tak.
- Nieźle się urządziłeś. Kiedy wpuścił mnie do wnętrza ujrzałam bardzo modernistyczny salon. W jego pomieszczeniu nie było żadnych obrazów, tylko kremowe mury, plazma na całą ścianę, sofa i stolik dzienny. To wszystko było połączone z kuchnią obszernych rozmiarów, która była bardzo dobrze wyposażona.  
- Siadaj na kanapie. Zaraz pójdę po apteczkę. – kiedy chciałam swobodnie opaść na sofę, moje drobne ciałko prawie całkowicie zatopiło się w wielkim materacu. Facet wrócił z obszerną apteczką. Nalał na moje kolano wodę utlenioną. Syknęłam.
- Nawet się nie przedstawiłeś. – wypomniałam, próbując nie myśleć o bólu.
- Piotr.
- Ładnie.
- Dziękuję. A ty?
- Ania.
- Też bardzo ładnie.  – zakleił kolano plastrem  i owinął bandażem.  
– Powinno się trzymać.
- Dzięki. Nieźle ci poszło z tym opatrunkiem.
- Pracuję w szkole. Muszę znać zasady pierwszej pomocy. – uśmiechnął się, drapiącpo swoim lekkim zaroście.
- Pracujesz w szkole?!
- Mhm. Jako nauczyciel języka polskiego. – faktycznie pasował mi na nauczyciela.  Wyglądał na miłego, spokojnego faceta, który wie czego chce.
- Powiesz mi dlaczego próbowałaś mnie okraść? – atmosfera zgęstniała. Nie miałam zamiaru otwierać się przed jakimś nieznajomym typem.
- Eee powinnam już iść. Dzięki… za wszystko. – powiedziałam i wyskoczyłam za drzwi. Usłyszałam jeszcze tylko na odchodnym westchnienie Piotra. Kiedy wróciłam do siebie zastałam Sebastiana. Zwykle nie przebywał w bloku o tak wczesnych porach.
- Tu jesteś. – warknął. To nie zwiastowało nic dobrego. – Przez ciebie mam przej****e. Hajs, który mi dałaś   okazał się zwykłą podróbą. Coś ty sobie myślała k***a co?!
- Nie wiedziałam, że to fałszywki. Ten dziadek, od którego je zgarnęłam też musiał nie wiedzieć.
- Gówno mnie to obchodzi! – uderzył mnie. Upadłam na ziemię. – To nie ty będziesz miała przej****e! Trzeba było trochę pomyśleć. – Kopnął mnie z całej siły w brzuch.  Ból, który przeszył całe moje ciało był nie do zniesienia. Kaszlnęłam. Poczułam jak gorąca ciecz sączy się z moich ust. Był naćpany. Na pewno był naćpany. To tylko i wyłącznie przez to. Nie zrobił by czegoś takiego specjalnie.– Jesteś zwykłą, pieprzoną suką!
- Co tu się dzieje?! – usłyszałam czyjś znajomy głos. – Zostaw ją!
- A ty kto?! -Głośny chrzęst łamanych kości nieprzyjemnie zadźwięczał mi w uszach. Współczułam temu kto stawił się w mojej obronie. Nagle poczułam jak powoli się unoszę. Zemdlałam.
cdn
www.mrooczny-cien.blogspot.com

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków